poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rozdział 1 Pierwsze spotkanie

To jest mój pierwszy wpis na tym blogu i od razu proszę was o dwie rzeczy; możecie polecać tą strone znajomym i lajkować także moją strone na Facebooku? Link do strony; http://www.facebook.com/pages/Jak-ci-opowiem-historyjki-o-twoim-ojcu-to-ci-wypadn%C4%85-te-tlenione-kud%C5%82y/184023008402315 . Jak na razie tylko ja dodaję wpisy i będe się podpisywać Hermiona tak jak na Facebooku. Nowe rozdziały będe dodawać tak mniej więcej co tydzień-dwa tygodnie. ~Hermiona
Dwudziestego ósmego sierpnia James Potter udał się wraz z rodzicami na ulicę Pokątną, aby zakupić rzeczy potrzebne do szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.  Gdy pierwszy raz znalazł się tu miał sześć lat i były to jego urodziny, kiedyś podróżował tam Błędnym Rycerzem, niezwykłym autobusem dla czarodziei. Teraz jego rodzice uważają, że jest wystarczająco duży, aby  podróżować siecią Fiuu. Ten niezwykły proszek wsypywało się w palenisko, wchodziło się w nie oraz mówiono gdzie chce sie dostać. Po pierwszej podróży James nie był nią zachwycony, wylądował w jakimś kominku na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Na szczęście jego rodzice szybko go odnaleźli. Najpierw poszli po różdżkę do sklepu Ollivandera. Miał on najlepsze różdżki w całej Wielkiej Brytanii. Po wejściu do sklepu Ollivander rzekł:
-Och.. Witam państwo Potter... Wiąz, dwanaście i pół cala włókno ze smoczego serca oraz... Ach tak! Wiśnia, dziesięć cali, włos z ogona jednorożca. No niestety ten jednorożec poważnie mnie zranił, gdy wyrywałem mu go... Ale co ja tak gadam. Widzę, ze przyprowadziliście swojego syna.
- No tak-powiedziała mama Jamesa- nasz syn zaczyna w tym roku naukę w Hogwarcie.
- No wiec dobrze, bardzo dobrze- mruknął Ollivander i zniknął wśród półek. Podczas jego nieobecności James zapytał:
-Mamo, czy ten pan pamięta każdą swoją sprzedaną  różdżkę?
-Nie wiem-odpowiedziała Alice- gdy go o to pytałam zmienił temat.
-Ja miałem tak samo-Powiedział Henry- tak samo...
Chwile później wrócił pan Ollivander niosąc kilkanaście pudełek z różdżkami. Gdy je kładł na ladę James zapytał:
-Proszę pana, czy pan pamięta każdą swoją sprzedaną różdżkę?
-Widzisz James-odpowiedział, James był zdumiony, że zna jego imię- Każda różdżka jest inna i wyjątkowa, tak jak każdy czarodziej. Więc odpowiedz brzmi tak, pamiętam każdą swoją różdżkę. No, ale przyszedłeś tutaj chyba po różdżkę, a nie zadawać mi pytania? -Zmienił temat.
-Ach... No tak. Więc jaką ma pan pierwsza dla mnie?
-Wierzba, dziewięć cali, pióro z ogonu feniksa.-powiedział łagodnie podając mu różdżkę, a widząc jego zdziwiona mine, dodał po chwili- Machnij.
-Przepraszam, CO mam zrobić?-Zapytał James.
-No machnąć-odpowiedział zniecierpliwiony Ollivander.
Wiec James machnął, zrobił tak samo z dwudziestoma następnymi, aż nagle z jednej różdżki trysnęły wielokolorowe iskry.
-Wreszcie, wreszcie! -krzyknął uradowany Ollivander- No więc to jest twoja różdżka, dąb, jedenaście i trzy czwarte cala, włókno ze smoczego serca.
-Woow... -powiedział James oglądając swoja różdżkę. James myślał teraz o wszystkim co może z nią zrobić. Może sprawić, żeby różne rzeczy latały, zmieniały kształt, kolor, a nawet mówiły! Ale najpierw musi się nauczyć tego wszystkiego, a to już nie będzie takie łatwe... Czeka go siedem lat nauki w Hogwarcie... Siedem pięknych lat podczas których pozna wielu przyjaciół, wrogów, a nawet swoją miłość na całe życie... 
-Piec galeonów-wyrwał go z zamyślenia Ollivander. Jego tata zapłacił i wyszli ze sklepu.
- Gdzie teraz pójdziemy? -Zapytał James.
-Po książki.-Odparł stanowczo Henry.-O tej porze w Esach i Floresach jest najmniej ludzi.
Poszli. Księgarnia Esy i Floresy wyglądała jak dom, który utrzymuje się tylko za pomocą czarów. Kto wie, może i tak było. Gdy weszli do środka James zobaczył najdziwniejsze pomieszczenie w jakim był. Sufit wisiał około dziesięciu metrów nad ludźmi, półki sięgały do samej góry, wszystkie były przepełnione książkami. W księgarni unosił sie zamach starego i nowego pergaminu pomieszanych ze skórą, w którą obita była każda książka. Jego tata mówił prawdę, w księgarni nie było żywego ducha oprócz dwóch pracowników.
Po pół godziny wyszli obładowani książkami. Następnie udali sie po kociołek oraz składniki do eliksirów. James kupił także wagę oraz miotłę. Gdy mieli udać sie do banku Gringotta zobaczył coś niesamowitego, na wystawie w sklepie ze zwierzętami siedziała piękna kruczoczarna sowa. Bez zastanowienia wpadł do sklepu i ją kupił. Jego rodzice zdziwieni, nawet nie zauważyli jego zniknięcia, ponieważ byli pogrążeni w rozmowie z wysokim czarodziejem, którego broda sięgała ziemii. Ale po chwili przestał zwracać uwagę na dziwny wygląd czarodzieja, chociaż był to dyrektor jego przyszłej szkoły obok niego stała piękna dziewczyna. Miała piękne, długie kasztanowe włosy oraz także piękne zielone oczy, koloru wiosennej trawy w kształcie migdałów. Nie zwracał uwagi co się dzieje teraz zwracał uwagę tylko na piękna dziewczynę, która ku jego zdumieniu także go zauważyła i przez chwilę patrzeli sobie w oczy, gdy jego mama wyrwała go z tego stanu.
- James, to jest Albus Dumbledore, dyrektor twojej szkoły.-powiedziała Alice.
-Dzień dobry- powiedział James.
-Dzień dobry- odpowiedział dyrektor. A po chwili dodał- James, chciałem ci przedstawić Lily Evans, będzie ona chodziła z tobą do szkoły i także jak ty jest na pierwszym roku. Pochodzi ona z rodziny mugoli, ale jako uczennica pierwszego roku nawet teraz potrafi naprawdę dobrze radzić sobie z magią.
-Cześć-bąkneli jednosześnie Lily i James.
-No więc-zaczęła Lily- możę będziemy w jednym domu. Jak myślisz do jakiego trafisz?
-Do Gryffindoru.-Powiedział James i dumnie wypiął pier, a po chwili dodał-Tak jak prawie każdy w mojej rodzinie. A ty, jak myślisz dokąd trafisz?
-Jeszcze nie wiem...-zaczęła Lily-Może do Gryffindoru, albo do Ravenclawu. Jeszcze się nad tym tak bardzo nie zastanawiałam.
-Ach.. no tak. A kiedy....- zaczął chłopak.
-Wiesz Lily, musimy już powoli iść-przerwał mu profesor Dumbledore.-Obiecałem twojej mamie, że będziesz z powrotem w domu o godzinie siedemnastej, więc mamy tylko pół godziny.
-No, niestety-powiedziała dziewczyna, a po chwili dodała-Do zobaczenia, James.
-Do zobaczenia, Lily-Powiedział po chwili, ale Lily wraz z dyrektorem znikała za rogiem kolejnego sklepu.
Ten dzień był dla Jamesa niewątpliwie jednym z najszczęśliwszych, gdyż nie codziennie spotyka się swoją pierwszą miłość. No tak, chłopak był zakochany, a poza tym, kto by się w takiej dziewczynie nie zakochał?
Tej nocy wogóle nie mógł zasnąć, całą noc myślał o pięknej dziewczynie. Do głowy wbijały mu się setki pytań; Czy Lily też odwzajemniła uczucie? Może wcale nie chciała z nim rozmawiać, ale rozmawiała,  żeby sprawić wrażenie miłej? Tak, tej nocy każdy by miał problem z zaśnięcie pod natłokiem tak trudnych pytań, a szczególnie w tak młodej głowie jedenastolatka.